Życie codzienne, part I

Więcej
10 lata 5 miesiąc temu #2376 przez Edyta
Part I)

Już od jakiegoś czasu zabieram się za opisanie kilku ciekawostek z życia codziennego w Chinach (a nawet życia rodzinnego, jako że mieszkam w tzw. ‘host rodzinie’), niestety tak się składa, że albo zupełnie nie mam czasu, albo nic nie przychodzi mi do głowy (oczywiście postanowiłam skupić się na pozytywach lub momentach zabawnych). W końcu jednak zebrałam kilka drobnych przykładów :)

Jedzenie:
Zdecydowanie plusem jest to, że mam okazję spróbować zwykłych (i niezwykłych) potraw, przygotowanych przez przeciętną Chinkę. Z tym wiąże się kolejna zaleta: wracając z pracy czeka na mnie ciepła, chińska kolacja :) Jednak jak tylko myślę o jedzeniu w ‘host rodzinie’, zawsze kończy się na tym, że Chińczycy (a przynajmniej tutejsi) przygotowują dużo różnego typu jedzenia, które konsumują tak długo, aż się skończy. Co znaczy, że czasami dostaję pyszną kolację (której jest zdecydowanie za dużo) i kiedy nie mam już sił jeść, widzę przed sobą palca wskazującego moją miskę i słyszę „your breakfast!” po czym to samo danie (tyle że odgrzane) zaserwowane mam na śniadanie następnego dnia, kolację po pracy i czasami kolejne śniadanie dnia trzeciego :) Ale co racja, to racja – przynajmniej żywią się zdrowo! (pomijając wielką gromadę Chińczyków w McDonald’zie przy PKP). Może przy tej ilości warzyw w końcu przestaną dopadać mnie skurcze ;) (a przy okazji jedząc to samo danie przez 3 dni wzmocnie odporność na różnego rodzaju bakterie i grzyby ;) ).

Poza tym – pewnie ciężko znaleźć w Polsce restaurację, serwującą prawdziwe Chińskie potrawy. Nawet jeśli się znajdzie, zawsze wszytko inaczej smakuje w restauracji, a inaczej kiedy jest przygotowane przez przeciętnego, domowego chińskiego kucharza :) [osobiście nawet jeśli chodzi o dania polskie, zdecydowanie wole nasze stare (już niestety coraz rzadziej spotykane) bary mleczne, od normalnej restauracji].

Autobus:
Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie kultura w autobusach. Jeszcze nie przywykłam do tego ścisku, jednak bez względu na to, jak dużo ludzi jest w autobusie, nie widziałam starszej osoby która musi w nim stać. Czasem nawet mam wrażenie, że siedzące osoby biorą udział w zawodach ‘kto szybciej odstąpi miejsce pojawiającej się staruszce’. Kobieta jeszcze dobrze nie zdąży pokonać autobusowych schodów, a już czeka na nią wolne siedzenie. Bardzo pozytywnie :)
[Z drugiej strony (przez naprawdę sporą liczbę osób w autobusie) często zdarzją się kradzieże – trzeba naprawdę uważać, szczególnie tutaj. Już nie jeden praktykant wrócił do domu bez aparatu lub komórki.]

Z rzeczy dla mnie zabawnych:
Podczas mroźnej, wietrznej pogody, na ulicach spotkać można pełno Chińczyków noszących na twarzy białe, szmaciane maski, takie jak nosił Michael Jackson. I tak na przykład dzisiaj, idąc do pracy, co chwile mijałam ludzi śmigających w maskach Michael’a Jakckson’a ;)))

Komunikacja:
W moim przypadku komunikacja nadal jest problemem. Praktyke mam w niemiecko-chińskiej firmie, posługującej się głownie językiem angielskim i niemieckim i tylko te języki znam [chociaż ciężko tutaj mówić o jakiejś dobrej znajomości języka niemieckiego :) powiedzmy że rozumiem co się do mnie mówi, ale odpowiadam po angielsku]. Wcześniej chińskiego nigdy się nie uczyłam [przyjechałam na praktykę do Chin dla przekonywującego wpisu w CV (i tylko dzięki temu, że udało mi się znaleźć wszystko w miarę korzystnej cenie)]. Powiedziano mi, że moja ‘host rodzina’ zna podstawy angielskiego (córka dobrze mówiąca po angielsku wyjechała za granicę na studia, została tylko matka) - jak to są podstawy, to ja powinnam sobie wpisywać wszędzie angielski jako native language! Przykładowo, tak wygladała jedna z naszych rozmów:
- I will come back later today, ok? [komunikuję zawsze, żeby nie szykowała mi tego dnia kolacji]
(I słyszę przez telefon ciche)
- i… will... coooome... laaater... todayy...
(znów)
- I … will.... cooome... laate... (tutaj jakiś chiński)
(i znów)
- I... wiiill... ooo! O! O! O! TODAY!!
- yes! :)
- LATE!
(z wielką radością, że zostałam zrozumiana)
- yes!! :)))
- ok, ok
(na wszelki wypadek pytam)
- do you understand?
- yes!
- is it ok?
- yes!
[ale, że często zdarza się, że mówi „ok” albo „yes” a później okazuje się, że i tak mnie nie zrozumiała, nauczyłam się na końcu zadawać pytanie, po którym odpowiedź „yes” nie jest tą, którą powinnam usłyszeć]
- is it too late?
- yes
(tutaj pojawiają się pierwsze agresywne myśli)
[niezawodnym sposobem, jest zadanie pytania, zaczynającego się od ‘when’ lub ‘why’]
- when should I come back?
- yes
(rezygnacja)
- ok, bye
(i słyszę zadowolone)
- bye bye

Oczywiście jak na złość, jedna Niemka (która bardzo chce uczyć się języka Chińskiego i wybrała pobyt w rodzinie właśnie z tego powodu) dostała ‘mamę’ która chciałaby nauczyć sie angielskiego i ciągle mówi po angielsku! Gdyby nie to, że pomimo wszystko bardzo lubię swoją ‘host mamę’ [na mieszkających u niej praktykantów mówi ‘moje dzieci’ :) opowiada mi o poprzednich i mówi ‘my first child’ – słodkie :)], już dawno poprosiłabym o zmianę.

P.S. Zauważyłam, że Chińczycy traktują naprawdę przyjaźnie Europejczyków. Do tego są bardzo pomocni. To nic, że najczęściej nie wiedzą jak pomóc, przynajmniej się starają ;) Wystarczy spytać, gdzie jest taka i taka ulica, nawet jak nie wiedzą, wczuwają się w pomoc tak bardzo, że zaczynają ganiać dookoła, pytać innych Chińczyków, czy wiedzą itd. :) Czasem można stracić cierpliwość, ale ogólnie – bardzo pozytywne wrażenie ;)

Tyle na dzisiaj. Chyba i tak za dużo :) 

Chcieć to móc! :)
[czyli: doświadczenia z praktyki w Chinach]

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
10 lata 5 miesiąc temu #2392 przez Ling Ling
Replied by Ling Ling on topic Życie codzienne, part I

Wystarczy spytać, gdzie jest taka i taka ulica, nawet jak nie wiedzą, wczuwają się w pomoc tak bardzo, że zaczynają ganiać dookoła, pytać innych Chińczyków, czy wiedzą itd. :) Czasem można stracić cierpliwość, ale ogólnie – bardzo pozytywne wrażenie

Tego akurat bym za zaletę nie uznała. To znaczy chęć pomocy owszem, super, ale wielu Azjatów ma tak, że nie przyzna się, że nie wie i może się skończyć na tym, że odeśle Cię w przeciwnym kierunku, byle tylko "pomóc". W Hongkongu wiele razy mnie pytano o drogę - widać nauczeni doświadczeniem turyści wolą zapytać kogoś, kto się przyzna, że nie wie (a może jednak wie) i nie wpuści ich w maliny ;)

我唔係西人,我係雞蛋。

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
10 lata 5 miesiąc temu #2396 przez Edyta
Replied by Edyta on topic Życie codzienne, part I
tak, problem w tym, że tutaj (w Qingdao) niełatwo jest znaleźć obcokrajowca, którego można spytać o drogę :) Oczywiście jest trochę Europejczyków, ale spotykam ich jedynie w piątkowe / sobotnie wieczory, w klubach dla obcokrajowców ;> Także nie mam wyboru.
(i oczywiście już kilka razy zdarzyło się, że zostałam "wpluszczona w maliny" ;) )

Chcieć to móc! :)
[czyli: doświadczenia z praktyki w Chinach]

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.199 s.
Zasilane przez Forum Kunena