świetne zarobki znających chiński?

More
8 年 8 个月 前 #3883 Sinofil
Cieszę się, że intencje mojej wypowiedzi są (jak do tej pory, bo przyznam, że ciekaw jestem opinii jeszcze przynajmniej 3 forumowiczów - bez wywoływania do odpowiedzi) odczytywane poprawnie.

Oczywistą sprawą jest, że tłumaczeń symultanicznych na wysokim (i nie tylko) szczeblu nie powinien podejmować się niesinolog.
Podobnie ma się sprawa z oficjalną dokumentacją dla agend rządowych czy koncernów.
Kolejna rzecz to autorstwo książek metodologicznych do nauki języka, konsultacje językowe przy tłumaczeniach tekstów, w których użyte są zwroty chińskie, czy wręcz pełne tłumaczenia pozycji chińskojęzycznych (są już takie?).
Wydawałoby się też, że reguła zatrudniania sinologów mogłaby również obowiązywać w odpowiednich organach państwowych (choćby w ambasadzie i konsulatach), chociaż tutaj raczej po uprzednich przygotowaniach z dyplomacji, historii, ekonomii, handlu i stosunków międzynarodowych. (Wiemy, jak to wygląda, prawda?)

Trochę intuicyjnie, trochę z obserwacji i doświadczenia mogę stwierdzić, że zapotrzebowanie na takie sytuacje nie jest wystarczające.

Podejrzewam zatem, że kończy się na nauce języka (i brawo, od tego przede wszystkim są filologowie - tzn. żeby pomóc niefilologom w poznaniu języka), ale pewnie najczęściej na chałturze (prowadzenie wycieczek do Chin, proste tłumaczenia, korespondencja handlowa, pomoc przy misjach gospodarczych w skali mini czy "zwykłym" imporcie z Chin).
Pomijając fakt, że to poniżej osiągniętych kwalifikacji, to na dodatek często jest to niemal całkiem obok nich (oprócz znajomości języka).

Filolog/sinolog nie ma przygotowania w zakresie handlu międzynarodowego, logistyki, produkcji, konstrukcji kontraktów czy choćby pracy z grupą turystów.

Nie oczekiwałbym zatem Bóg wie czego, zgodnie z zasadą "poświęciłem swój CENNY czas na naukę języka = należy mi się (w domyśle: wielka kasa, przywileje i wyłączność), a konkurencja jest nierzetelna, bo jej czas jest mniej cenny niż mój", tudzież "ja jestem SINOLOGIEM, a Ty tylko znasz chiński".

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

More
8 年 8 个月 前 #3884 jin tongxue

Nie ma co rozwijać tego wątku, bo "wolność" działalności wyklucza wszystko to, na co narzekacie - łącznie z "niską jakością" tłumaczeń, które są marne głównie/przede wszystkim dlatego, że "nie robicie ich Wy" (bo przecież właśnie o to chodzi).
[...]Jednak w czasach, gdy niesinolodzy posługują się chińskim coraz sprawniej, nie cenią się tak, jak ci pierwsi, tłumaczenia ustne i pisemne (głównie o podłożu handlowym, które, jak mniemam, stanowią większą część zleceń) mogą dostawać przynajmniej równie często.
Warto byłoby pamiętać o tym, że jesteście "tylko" sinologami.
Rzekome problemy z rynkiem, zdają się nie istnieć dla prawników, handlowców czy inżynierów produkcji z biegłym chińskim. Mają oni oczywistą przewagę nad Wami posiadając specjalizację inną niż język i kultura Chin.
Bo po co inżynierowi produkcji wiedza na temat literatury chińskiej sprzed kilkuset lat? Kiedy Wy ją sobie analizowaliście, przyszły inżynier zdobywał FAKTYCZNIE niezbędną na rynku pracy wiedzę, przy okazji siedząc nad chińskim nie mniej gorliwie od studentów sinologii.

Zapewniam, że zdają sobie z tego sprawę średnie i duże firmy, które mogłyby chcieć skorzystać z usług osoby posługującej się językiem państwa, w którym inwestują lub z którego importują na dużą skalę.

Na razie tyle, stawiam tezę (ze względu na społecznie akceptowalne ograniczenia ilościowe dla jednego postu - wywód ma ograniczoną ilość ogólnych argumentów) i bardzo jestem ciekaw, czy i jak jesteście w stanie się do niej odnieść.
Pozdrawiam.


Ciekawe spostrezeżenia. Sprawdziłem w Google Adwords: ilość zapytań dla "tłumaczenia język chiński", "tłumacz języka chińskiego" i podobnych w ostatnim roku wykazuje wyraźną tendencję SPADKOWĄ.

Co do znajomości języka: jeśli już mamy generalizować, to nie wierzę, że można nauczyć się chińskiego na kursach równie wszechstronnie jak na sinologii, ponieważ to, co działa w przypadku bliskiego kulturowo angielskiego, stosuje się do chińskiego tylko w niewielkim stopniu. Trzeba powiedzieć jasno, sinolog to nie "człowiek znający chiński", ale przede wszystkim człowiek o umyśle PRZEORANYM przez chińską kulturę. Inna rzecz, że znajomość klasycznego chińskiego i podtekstów ukrytych w chengyu, którą mogą pochwalić się sinolodzy, jest raczej zbędna przy np. tłumaczeniach technicznych czy handlowych.
Przyznaję: jesteśmy na etapie dywersyfikacji rynku usług związanych ze znajomością chińskiego.

Natomiast obawiam się, że część Twoich wniosków to jednak nadinterpretacje. Zwłaszcza chciałbym odnieść się do części Twojej wypowiedzi dotyczącej "wyłączności na znajomość języka". To przede wszystkim my, filolodzy sensu lato, poszukując pracy stykamy się z problemem hermetyczności środowisk poza-filologicznych.
Stanowisko kierownicze: a czy studiował Pan zarządzanie?
Stanowisko związane z turystyką: a czy studiował Pan turystykę i hotelarstwo?
Co zostaje? Call center, uczenie języka, rozdawanie ulotek, ewentualnie założenie własnej działalności (czego filolodzy zwykle boją się jak ognia). To jest spis nieszczęść, który wyrecytuje Ci prawie każdy filolog.
No i powiedz - czy tak powinno być? Czy tak działa "wolny rynek"?

Nagły boom na rynku usług związanych z jęz. chińskim otworzył niewielkiej grupie filologów - i nie na długo - furtkę do stanowisk nieosiągalnych dla przeciętnego filologa. Postrzegam to jako namiastkę sprawiedliwości dziejowej (raczej "rynkowej").

To nie zazdrość o zlecenia przemawia przeze mnie, kiedy narzekam na dyletantyzm niektórych "tłumaczy". Przeraża mnie, że sinolodzy oddają pole bez walki, rywalizując na stawki (jak, nie przymierzając, chłopi na targu), zamiast zająć się edukowaniem siebie i klientów (co jest chyba równoważne podnoszeniu wartości rynkowej swoich kwalifikacji?..)
Co mam na myśli? Nie będzie jakościowych tłumaczeń polsko-chińskich bez słownika polsko-chińskiego, bez glosariuszy tematycznych, bez specjalizacji translatorskiej na sinologiach.
Nie będzie ceniony człowiek rozumiejący mentalność CHińczyków, jeśli Chińczyk w powszechnym mniemaniu nadal będzie "żółtym kurd..lem, pracującym za miskę ryżu".
A kto ma się zająć tym edukowaniem? Jeśli chcecie (zwracam się tu do nie-sinologów znających chiński) - to podajmy sobie ręce i do roboty. Ale, być może uważacie to za nasz wewnętrzny - sinologów - problem?
To własnie stosunek do tego nieszczęsnego edukowania wyznacza linię demarkacyjną między sinologami i nie-sinologami...
Coraz bardziej przekonuję się, że tytułu sinologa nie dostaje się wraz z dyplomem. Sinolog to nie zawód, to misja. Na bycie sinologiem trzeba sobie zapracować. Przykre jest to, że niewielu sinologów zdaje sobie z tego sprawę.
Najprościej jest pędzić żywot Kubusia Puchatka, odcinając kupony od tego, co przynosi los...

得魚忘筌,得意忘言。

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

More
8 年 8 个月 前 #3885 Camillvs
Wszyscy możemy winić naszą nierynkową gospodarkę polską dociskającą każdego jak tylko się da pod fiskalnym butem. PIT, CIT, VAT, ZUS, akcyza... no i papierków od cholery, pewnie to wszystko odstrasza sinologów od zakładania działalności i nie zachęca do wychodzenia z szarej strefy. Wszyscy filologowie powinni głosować na liberalne gospodarcze partie, które w Polsce są może ze dwie, ale żadna w Sejmie...

人在江湖,身不由己!

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

More
8 年 8 个月 前 #3886 Sebastian
Bardzo cenne uwagi, dające wiele do myślenia, skłaniające do zastanowienia nad sobą i własnymi poglądami. Mam jednak wrażenie, że kolega Sinofil z jakichś powodów poczuł się osobiście dotknięty tym, co zostało powiedziane – tak, jakby ktoś usiłował wyrzucic go poza nawias, potraktować jak “tego gorszego”, bo niesinologa; a przecież wcale nie o to chodziło, żeby dzielić i licytować się, kto lepszy i kompetentniejszy, a wręcz przeciwnie – chodziło o to, żeby współistnieć i sobie nawzajem nie szkodzić. Wolny rynek wolnym rynkiem, ale wszystko ma swoje granice. Kiedy otrzymywana zapłata staje się niewspółmierna do włożonego wysiłku, to tak, jak konsument ma swoje prawa, również i my powinniśmy mieć prawo do tego, by zastanowić się, jak się przed tym bronić.

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

More
8 年 8 个月 前 #3887 ximinez
Ja wierzę, że wolny rynek prędzej czy później ustabilizuje stawki za tłumaczenia ustne i pisemne. Chińczycy stosujący "dumpingowe" ceny też w końcu pójdą po rozum do głowy i stwierdzą, że za 12 godzin pracy dziennie dostają w miesiącu 2500zł na rękę, co w Warszawie wystarcza na czynsz i opłaty ;)

A co z sinologami? Specjalizować się! Dla mnie sinologia to przygrywka do dalszego rozwoju, który muszę zorganizować sobie sam. Póki co wyrabiam chałturę i biorę co dają, douczając się tego, co jest mi akurat potrzebne, ale w przyszłości chciałbym w mojej, wąziuteńkiej dziedzinie być tłumaczem topowym, z renomą wystarczającą, by dyktować stawki, w myśl zasady "płacę za jakość".

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

More
8 年 8 个月 前 #3893 Sinofil

Co do znajomości języka: jeśli już mamy generalizować, to nie wierzę, że można nauczyć się chińskiego na kursach równie wszechstronnie jak na sinologii, ponieważ to, co działa w przypadku bliskiego kulturowo angielskiego, stosuje się do chińskiego tylko w niewielkim stopniu. Trzeba powiedzieć jasno, sinolog to nie "człowiek znający chiński", ale przede wszystkim człowiek o umyśle PRZEORANYM przez chińską kulturę.

Ja również w to nie wierzę.
Nie wierzę, że język, mentalność, Chiny same w sobie, można poznać na odległość, z Polski. Nawiasem mówiąc, "mędrców z kosmosu" w dziedzinie Azji i Chin w internecie (i nie tylko) nie brakuje...

Radzę jednak nie sugerować się tym, że jedynie przyszli sinologowie mają szansę dotrzeć do "istoty rzeczy", dzięki 5-letnim studiom połączonym z wyjazdem (rocznym, prawda?) na wymianę do Chin.
Wyjazdowa inicjatywa własna, korzystanie z innych możliwości (dla niefilologów) - obserwuję, jak to się rozwija i warto byłoby, gdyby sinologowie też zdali sobie z tego sprawę.

To przede wszystkim my, filolodzy sensu lato, poszukując pracy stykamy się z problemem hermetyczności środowisk poza-filologicznych.
Stanowisko kierownicze: a czy studiował Pan zarządzanie?
Stanowisko związane z turystyką: a czy studiował Pan turystykę i hotelarstwo?
Co zostaje? Call center, uczenie języka, rozdawanie ulotek, ewentualnie założenie własnej działalności (czego filolodzy zwykle boją się jak ognia). To jest spis nieszczęść, który wyrecytuje Ci prawie każdy filolog.
No i powiedz - czy tak powinno być? Czy tak działa "wolny rynek"?

Moim zdaniem - tak.
Szczerze mówiąc, studia filologiczne nie przystają do szerszych potrzeb rynku. Tłumacze tłumaczami, zawsze będzie zapotrzebowanie na tych najlepszych (czyt. rozpoznawalnych, z kontaktami), ale polskie sinologie, jeśli dobrze się orientuję, wypuszczają co roku znacznie więcej absolwentów niż (raczej) hermetyczny wciąż rynek "czystych" tłumaczeń, nauki języka, itp. jest w stanie przyjąć. Nie oczekiwałbym też wielkich zmian w tym względzie.
Znacznie większe jest zapotrzebowanie na tzw. "specjalistów" (modne słowo) do spraw wszelakich ze znajomością języka chińskiego - niekoniecznie biegle (dodatkowa uwaga z mojej strony: "biegłość" jest w Polsce pojęciem niesamowicie wyświechtanym, nieprawdaż? Np. dla wielu ludzi FCE/CAE to biegły angielski...).

Co mam na myśli? Nie będzie jakościowych tłumaczeń polsko-chińskich bez słownika polsko-chińskiego, bez glosariuszy tematycznych, bez specjalizacji translatorskiej na sinologiach.
Nie będzie ceniony człowiek rozumiejący mentalność CHińczyków, jeśli Chińczyk w powszechnym mniemaniu nadal będzie "żółtym kurd..lem, pracującym za miskę ryżu".

AMEN.

A kto ma się zająć tym edukowaniem? Jeśli chcecie (zwracam się tu do nie-sinologów znających chiński) - to podajmy sobie ręce i do roboty. Ale, być może uważacie to za nasz wewnętrzny - sinologów - problem?
To własnie stosunek do tego nieszczęsnego edukowania wyznacza linię demarkacyjną między sinologami i nie-sinologami...

Nie jest to problem tylko sinologów - to problem wszystkich, którzy Chinami próbują się zajmować, którzy, przynajmniej częściowo, Chinami (i z Chin) żyją.
Osobiście, daleki jestem od bycia agentem chińskiego soft power, ale staram się wpływać na obiektywne (tzn. bez niepotrzebnych uprzedzeń) podejście bliskich mi środowisk do Chin i chińskości.

Mam jednak wrażenie, że kolega Sinofil z jakichś powodów poczuł się osobiście dotknięty tym, co zostało powiedziane – tak, jakby ktoś usiłował wyrzucic go poza nawias, potraktować jak “tego gorszego”, bo niesinologa.

Faktycznie, moja wypowiedź mogła zostać tak odebrana - jednak tak nie jest.
W żadnym momencie mojej działalności, nie przedstawiałem się jako tłumacz chińskiego i nie mam też takiego zamiaru. Nie nauczam też języka (wręcz przeciwnie, bo czuję ciągłą potrzebę douczania się) i również nie planuję tego robić.
Nie jestem zatem odrzuconą poza nawias konkurencją :)

A co z sinologami? Specjalizować się! Dla mnie sinologia to przygrywka do dalszego rozwoju, który muszę zorganizować sobie sam.

Do takich właśnie wniosków namawiam Was wszystkich.

Please 登录注册一个帐号 to join the conversation.

创建页面时间:0.234秒
核心: Kunena 论坛